Rozdział 10
Po próbie wszyscy zgodnie uznali, że Sara musi dołączyć do ich zespołu. Dziewczyna podziękowała za szansę, pożegnała się z nowymi przyjaciółmi i razem z Evanem, Sabriną- córką Hekate oraz z Cassandrą- córką Temidy wróciła do domku dwunastego. Rzuciła się na swoje łóźko i westchnęła głośno. Usłyszał to Evan. Podszedł do niej i usiadł obok.
- Co jest, młoda?- spytał.
- Sama nie wiem. Ostatnio cały czas o nim myślę.- powiedziała.
- Chodzi o Alexa?- zapytał.
- Tak. Od chwili, gdy zobaczyłam go po raz pierwszy, dzieje się ze mną coś niezwykłego, czego nigdy nie doświadczyłam- rzekła.
- Zakochałaś się.- uśmiechnął się Evan.
- Tak sądzisz?- Sara nie była pewna.
- To oczywiste. Widziałem, jak na niego patrzyłaś podczas dzisiejszej próby.- powiedział.
Dziewczyna objęła dziewiętnastolatka mocno.
- Chciałabym mieć takiego brata jak ty.- rzekła.
- Ja mam.- powiedziała średniego wzrostu brunetka, podchodząc do nich.
- Sara, to moja przyrodnia siostra Monica- córka Dionizosa.- przedstawił ją Evan.
Tymczasem w gabinecie grupowego domku dziewiątego Alex Jackson grał na gitarze i nucił pod nosem swoją najnowszą piosenkę. Nagle do pokoju weszła Lizzy- jedna z jego sióstr bliźniaczek, starsza o trzy lata.
- Za 20 minut masz zajęcia.- powiedziała.
- Dzięks.- rzucił chłopak, nie odrywając wzroku od gitary.
Dziewczyna chciała już wyjść, ale brat ją zatrzymał.
- Zaśpiewam ci piosenkę, a ty ją ocenisz, OK?- poprosił.
- Jasne. Uwielbiam, jak śpiewasz.- rzekła i usiadła na biurku Alexa.
Chłopak wykonał dla niej " Verte de lejos".
- O kim to?-zapytała Lizzy, gdy brat skończył.
- Ta piosenka nie jest o konkretnej osobie.- rzekł Alex
- Nie żartuj. Meg( córka Ateny) mówiła mi o twoim występie z Sarą.- powiedziała.
- Odkryłaś mnie.. Ona mi się strasznie podoba.- wyznał.
- Poproś Evana o romantyczny numer z nią koncercie.- zaproponowała.
Chłopak przytulił Lizzy i pocałował ją w czoło.
- Dzięki siostra, jesteś najlepsza.- powiedział.
Inna historia herosów
sobota, 13 grudnia 2014
niedziela, 30 listopada 2014
Rozdział 9
Nazajutrz utalentowana muzycznie grupa herosów zebrała się w starej chacie na wschodnim krańcu Lasu Olimpijskiego, by przećwiczyć piosenki i układy taneczne, które szykowali na koncert.
- Słuchajcie, mamy dziś na próbie gościa.- to mówiąc Evan wskazał na Sarę- trzynastoletnią córkę Hadesa.
- Przyszłaś nas pooglądać?- spytała Megan- córka Ateny.
- Nie tylko. Mam do was pewną próśbę: ja wykonam pewien utwór i chcę prosić, by jej autor do mnie dołączył.- rzekła Sara i zaczęła śpiewać " Voy por ti" . Po chwili usłyszała z oddali piękny, melodyjny głos. Pozostali herosi rozstąpili się i córka Hadesa ujrzała Alexa- chłopaka, który już pierwszego dnia w obozie zajął ważne miejsce w jej sercu. Gdy ujrzała syna Hefajstosa, przez resztę utworu była w niego zaopatrzona i szczerze się uśmiechała, co wywołało wiele szeptów( także komplementujących ich występ):
- Patrz na nich. Widać, że są w sobie zakochani.- rzekła Lorena.
- Nie powiem, że się nie zgadzam, bo będę miał na głowię twoją mamuśkę.- Evan uśmiechnął się zaczepnie do swojej dziewczyny.
- Zawsze musisz się przyczepić do Afrodyty?- spytała dziewiętnastolatka i odwróciła się obrażona.
- Kochanie, przecież wiesz, że nie mam nic przeciwko bogini miłości. W końcu ma taką wspaniałą i przepiękną córkę.- powiedział syn Hermesa i namiętnie pocałował Lorenę. Przyjaciele, którzy przysłuchiwali się i przyglądali parze, zareagowali gromkimi brawami na ich całus, ale zaraz przypomnieli sobie, że Alex i Sara wciąż śpiewali. Dlatego też odwrócili się w kierunku sceny. Jednak półbogowie już skończyli swój występ i stali na podwyższeniu i patrzyli na siebie rozmarzonym wzrokiem. Dopiero po chwili przypomnieli sobie o obecności przyjaciół i odwrócili wzrok za siebie, co publiczność przyjęła delikatnym chichotem.
Nazajutrz utalentowana muzycznie grupa herosów zebrała się w starej chacie na wschodnim krańcu Lasu Olimpijskiego, by przećwiczyć piosenki i układy taneczne, które szykowali na koncert.
- Słuchajcie, mamy dziś na próbie gościa.- to mówiąc Evan wskazał na Sarę- trzynastoletnią córkę Hadesa.
- Przyszłaś nas pooglądać?- spytała Megan- córka Ateny.
- Nie tylko. Mam do was pewną próśbę: ja wykonam pewien utwór i chcę prosić, by jej autor do mnie dołączył.- rzekła Sara i zaczęła śpiewać " Voy por ti" . Po chwili usłyszała z oddali piękny, melodyjny głos. Pozostali herosi rozstąpili się i córka Hadesa ujrzała Alexa- chłopaka, który już pierwszego dnia w obozie zajął ważne miejsce w jej sercu. Gdy ujrzała syna Hefajstosa, przez resztę utworu była w niego zaopatrzona i szczerze się uśmiechała, co wywołało wiele szeptów( także komplementujących ich występ):
- Patrz na nich. Widać, że są w sobie zakochani.- rzekła Lorena.
- Nie powiem, że się nie zgadzam, bo będę miał na głowię twoją mamuśkę.- Evan uśmiechnął się zaczepnie do swojej dziewczyny.
- Zawsze musisz się przyczepić do Afrodyty?- spytała dziewiętnastolatka i odwróciła się obrażona.
- Kochanie, przecież wiesz, że nie mam nic przeciwko bogini miłości. W końcu ma taką wspaniałą i przepiękną córkę.- powiedział syn Hermesa i namiętnie pocałował Lorenę. Przyjaciele, którzy przysłuchiwali się i przyglądali parze, zareagowali gromkimi brawami na ich całus, ale zaraz przypomnieli sobie, że Alex i Sara wciąż śpiewali. Dlatego też odwrócili się w kierunku sceny. Jednak półbogowie już skończyli swój występ i stali na podwyższeniu i patrzyli na siebie rozmarzonym wzrokiem. Dopiero po chwili przypomnieli sobie o obecności przyjaciół i odwrócili wzrok za siebie, co publiczność przyjęła delikatnym chichotem.
czwartek, 20 listopada 2014
Rozdział 8
- Drodzy herosi, dziś spotykamy się w nieco powiększonym składzie, gdyż to właśnie was wszystkich dotyczy przepowiednia wypowiedziana przez obozową wyrocznię- to mówiąc, Chejron wskazał na Marcusa- szesnastoletniego syna Apollina o jasnych, wypłowiałych od słońca włosach i ziemistych, wpatrzonych nieustannie w jeden punkt oczach.
- Super.- pomyślał Evan.- Kolejna pozytywna wiadomość od naszych pożałowania godnych rodziców.
- Jak brzmi ta przepowiednia?- spytała rzeczowo Holly- grupowa domku Demeter.
- Troje półbogów rodu najwyższego wraz z przyjaciółmi z obozu greckiego sporządzi eliksir uroku wiecznego i przełamie stereotyp Rzymianina złego.- wyrecytował Marcus.
- What?- rzekł jak zwykle niepojęty Dante- syn Zeusa.
- Ja się domyślam o co chodzi w pierwszym wersie.- powiedziała Sara.- " Troje półbogów rodu najwyższego" to ja, Dante i Miguel.
- Masz rację.- stwierdziła Lorena.- Co zatem z dalszą częścią?
- To przecież oczywiste.- rzekła Holly- Sara, Miguel i Dante swoją misję muszą wykonać z przyjaciółmi.
- Domyśliłam się.- powiedziała córka Afrodyty.- Chodzi mi bardziej o ostatnie wersy przepowiedni.
- Matka żalili mi się ostatnio, że nie jest tak samo piękna jak bogowie. Może to dla niej mamy sporządzić ten eliksir.- niespodziewanie odezwał się Luca.
- Robi się coraz ciekawiej.- pomyślał Evan i z ciekawością wsłuchały się w rozmowę pozostałych herosów.
- Drodzy herosi, dziś spotykamy się w nieco powiększonym składzie, gdyż to właśnie was wszystkich dotyczy przepowiednia wypowiedziana przez obozową wyrocznię- to mówiąc, Chejron wskazał na Marcusa- szesnastoletniego syna Apollina o jasnych, wypłowiałych od słońca włosach i ziemistych, wpatrzonych nieustannie w jeden punkt oczach.
- Super.- pomyślał Evan.- Kolejna pozytywna wiadomość od naszych pożałowania godnych rodziców.
- Jak brzmi ta przepowiednia?- spytała rzeczowo Holly- grupowa domku Demeter.
- Troje półbogów rodu najwyższego wraz z przyjaciółmi z obozu greckiego sporządzi eliksir uroku wiecznego i przełamie stereotyp Rzymianina złego.- wyrecytował Marcus.
- What?- rzekł jak zwykle niepojęty Dante- syn Zeusa.
- Ja się domyślam o co chodzi w pierwszym wersie.- powiedziała Sara.- " Troje półbogów rodu najwyższego" to ja, Dante i Miguel.
- Masz rację.- stwierdziła Lorena.- Co zatem z dalszą częścią?
- To przecież oczywiste.- rzekła Holly- Sara, Miguel i Dante swoją misję muszą wykonać z przyjaciółmi.
- Domyśliłam się.- powiedziała córka Afrodyty.- Chodzi mi bardziej o ostatnie wersy przepowiedni.
- Matka żalili mi się ostatnio, że nie jest tak samo piękna jak bogowie. Może to dla niej mamy sporządzić ten eliksir.- niespodziewanie odezwał się Luca.
- Robi się coraz ciekawiej.- pomyślał Evan i z ciekawością wsłuchały się w rozmowę pozostałych herosów.
poniedziałek, 3 listopada 2014
Rozdział 7
Gdy Evan i Lorena dojechali na miejsce, dziewczynę zachwyciła sceneria: błękitne jezioro, bardzo wysoka wierzba płacząca, a pod nią drewniana ławka.
- Tu jest wspaniale! Jak znalazłeś to miejsce?- spytała zachwycona Lorena.
- Pamiętasz mój pierwszy dzień w obozie, jak się zgubiłem podczas bitwy o sztandar i wszyscy mnie szukali?- zapytał Evan.
- Jasne, tego nie da się zapomnieć.- córka Afrodyty uśmiechnęła się na wspomnienie wydarzenia sprzed prawie 5 lat.
- Wtedy trafiłem właśnie tutaj. Tak mi się tu spodobało, że od tamtej pory chodzę tu zawsze, kiedy mam problem, jest mi źle lub, kiedy muszę odbyć poważną rozmowę, tak jak teraz.- powiedział Evan.
- Więc masz do mnie jakąś sprawę.- domyśliła się Lorena.
- Tak, ale nie będę z tobą rozmawiał na stojąco.- rzekł syn Hermesa i pociągnął dziewczynę w kierunku ławki.
Kiedy usiedli, chłopak zaczął mówić:
- Nie rozumiem, co się z nami dzieje. Od początku tego roku cały czas się kłóćmy.
- Wszystko przez tego głupiego Spencera.- rzekła Lorena.
- Nie powinniśmy mu na tyle pozwalać.- powiedział Evan.
- No.- przytaknęła córka Afrodyty.
- Już dawno nie robiliśmy tego.- rzekł syn Hermesa i namiętnie pocałował Lorenę.- Tak mi tego brakowało.- powiedział i przytulił córkę Afrodyty.
- Mi też.- odparła Lorena i odwzajemniła uścisk.
Wtedy w powietrzu pojawiły się dwa listy. Evan wraz ze swoją dziewczyną zwinnie złapali listy przyniesione powietrzem przez syna Zeusa i przerwali koperty. Jednocześnie przeczytali listy, a Lorena zrobiła to na głos:
Ja, Chejron Kentauros zwołuję nadzwyczajne zebranie w sali kominowej Wielkiego Domu. Proszę o jak najszybsze przybycie.
- Chodź, musimy się już zbierać.- Evan wstał z ławki i podszedł do motoru. Pokazał Lorenie miejsce za sobą.
Gdy Evan i Lorena dojechali na miejsce, dziewczynę zachwyciła sceneria: błękitne jezioro, bardzo wysoka wierzba płacząca, a pod nią drewniana ławka.
- Tu jest wspaniale! Jak znalazłeś to miejsce?- spytała zachwycona Lorena.
- Pamiętasz mój pierwszy dzień w obozie, jak się zgubiłem podczas bitwy o sztandar i wszyscy mnie szukali?- zapytał Evan.
- Jasne, tego nie da się zapomnieć.- córka Afrodyty uśmiechnęła się na wspomnienie wydarzenia sprzed prawie 5 lat.
- Wtedy trafiłem właśnie tutaj. Tak mi się tu spodobało, że od tamtej pory chodzę tu zawsze, kiedy mam problem, jest mi źle lub, kiedy muszę odbyć poważną rozmowę, tak jak teraz.- powiedział Evan.
- Więc masz do mnie jakąś sprawę.- domyśliła się Lorena.
- Tak, ale nie będę z tobą rozmawiał na stojąco.- rzekł syn Hermesa i pociągnął dziewczynę w kierunku ławki.
Kiedy usiedli, chłopak zaczął mówić:
- Nie rozumiem, co się z nami dzieje. Od początku tego roku cały czas się kłóćmy.
- Wszystko przez tego głupiego Spencera.- rzekła Lorena.
- Nie powinniśmy mu na tyle pozwalać.- powiedział Evan.
- No.- przytaknęła córka Afrodyty.
- Już dawno nie robiliśmy tego.- rzekł syn Hermesa i namiętnie pocałował Lorenę.- Tak mi tego brakowało.- powiedział i przytulił córkę Afrodyty.
- Mi też.- odparła Lorena i odwzajemniła uścisk.
Wtedy w powietrzu pojawiły się dwa listy. Evan wraz ze swoją dziewczyną zwinnie złapali listy przyniesione powietrzem przez syna Zeusa i przerwali koperty. Jednocześnie przeczytali listy, a Lorena zrobiła to na głos:
Ja, Chejron Kentauros zwołuję nadzwyczajne zebranie w sali kominowej Wielkiego Domu. Proszę o jak najszybsze przybycie.
- Chodź, musimy się już zbierać.- Evan wstał z ławki i podszedł do motoru. Pokazał Lorenie miejsce za sobą.
niedziela, 2 listopada 2014
Rozdział 6
Zaraz za Evanem wybiegł jego dobry przyjaciel- Dave- dziewiętnostoletni syn Afrodyty. Znalazł on przyjaciela dopiero w dwunastym domku. Syn Hermesa leżał na swoim łóżku tuż obok drzwi i beznamiętnym wzrokiem wpatrywał się w sufit. Dave usiadł na sąsiednim łóżku i z lekką pretensją w głosie powiedział:
- Chłopie, co cię napadło?!
- Sam nie wiem. To był taki impuls.- odpowiedział Evan.
- Rozumiem. Ale i tak powinieneś ją jakoś przeprosić.- rzekł rzeczowo Dave.
- Kogo?- zapytał syn Hermesa.
- Lorenę, ty durniu. Kiedy wybiegłeś, ona od razu zaniosła się płaczem.- powiedział syn Afrodyty.
- Masz rację. Ale co ja mogę zrobić?- zapytał Evan.
- Zabierz ją do tego parku za Lasem Olimpijskim.- zaproponował Dave.
- Dzięki. Jesteś genialny.- powiedział syn Hermesa, zerwał się z łóżka i pobiegł do jedenastki.
Drzwi otworzyła mu Lorena. Otarła ostatnie łzy i zapytała:
- Czego ode mnie chcesz?
- Po pierwsze chciałbym cię niezmiernie przeprosić za moje zachowanie na karaoke. Byłem troszeczkę zazdrosny o tego całego Spencera.- rzekł Evan.
Na twarzy Loreny pojawił się cień uśmiechu.
- W gruncie rzeczy to nawet miłe, że tak się o mnie troszczysz.- powiedziała.
- W ramach przeprosin zabiorę cię do parku za Lasem Olimpijskim. Napewno ci się spodoba.- powiedział Evan i pociągnął córkę Afrodyty za sobą w kierunku swojego domku.
- Nie będziemy się jednak wlekli przez cały las. Pojedziemy na motorze.- rzekł syn Hermesa i wręczył Lorenie kask, a drugi sam założył.- Czy moja księżniczka dosiądzie tego rumaka?- powiedział, wsiadł na motor i pokazał córce Afrodyty miejsce za sobą.
Lorena z uśmiechem usiadła za Evanem i przytuliła się do niego.
Zaraz za Evanem wybiegł jego dobry przyjaciel- Dave- dziewiętnostoletni syn Afrodyty. Znalazł on przyjaciela dopiero w dwunastym domku. Syn Hermesa leżał na swoim łóżku tuż obok drzwi i beznamiętnym wzrokiem wpatrywał się w sufit. Dave usiadł na sąsiednim łóżku i z lekką pretensją w głosie powiedział:
- Chłopie, co cię napadło?!
- Sam nie wiem. To był taki impuls.- odpowiedział Evan.
- Rozumiem. Ale i tak powinieneś ją jakoś przeprosić.- rzekł rzeczowo Dave.
- Kogo?- zapytał syn Hermesa.
- Lorenę, ty durniu. Kiedy wybiegłeś, ona od razu zaniosła się płaczem.- powiedział syn Afrodyty.
- Masz rację. Ale co ja mogę zrobić?- zapytał Evan.
- Zabierz ją do tego parku za Lasem Olimpijskim.- zaproponował Dave.
- Dzięki. Jesteś genialny.- powiedział syn Hermesa, zerwał się z łóżka i pobiegł do jedenastki.
Drzwi otworzyła mu Lorena. Otarła ostatnie łzy i zapytała:
- Czego ode mnie chcesz?
- Po pierwsze chciałbym cię niezmiernie przeprosić za moje zachowanie na karaoke. Byłem troszeczkę zazdrosny o tego całego Spencera.- rzekł Evan.
Na twarzy Loreny pojawił się cień uśmiechu.
- W gruncie rzeczy to nawet miłe, że tak się o mnie troszczysz.- powiedziała.
- W ramach przeprosin zabiorę cię do parku za Lasem Olimpijskim. Napewno ci się spodoba.- powiedział Evan i pociągnął córkę Afrodyty za sobą w kierunku swojego domku.
- Nie będziemy się jednak wlekli przez cały las. Pojedziemy na motorze.- rzekł syn Hermesa i wręczył Lorenie kask, a drugi sam założył.- Czy moja księżniczka dosiądzie tego rumaka?- powiedział, wsiadł na motor i pokazał córce Afrodyty miejsce za sobą.
Lorena z uśmiechem usiadła za Evanem i przytuliła się do niego.
poniedziałek, 27 października 2014
Rozdział 5
- Żałosny dureń.- skwitowała całe zdarzenie Lorena i pociągnęła Evana z sobą do sali, z której właśnie wydobywały się dźwięki " Last Christmas". Zabawa trwała do późnych godzin nocnych.
Następnego dnia odbywało się karaoke. O godzinie 18:00 Lorena przybyła do największej sali w Wielkim Domu, ponieważ tam odbywała się impreza. Byli tam już wszyscy jej przyjaciele.
Usiadła przy stoliku z Sarą, Cassandrą i Sabriną. Wtedy zaczęła się zabawa. Córka Afrodyty niezbyt przysłuchiwała się wykonaniom swoim znajomym. Jednak w pewnym momencie jej uwagę zwrócił głos konferansjera:
- Następna na mojej liście jest... Lorena White! Zapraszamy Lorenę na scenę!!
Córka Afrodyty niezmiernie się zdziwiła, bo nie zgłaszała się do udziału w konkursie.
- Ale ja nie chcę występować.- rzekła
- Mam cię na mojej liście, więc musisz wyjść na scenę.- powiedział konferansjer.
- Lorena, Lorena.- skandowali wszyscy w koło.
W końcu córka Afrodyty przemogła się i wstała z kanapy, co publiczność przyjęła ogromnymi brawami. Kiedy stanęła na scenie, a oklaski wreszcie ucichły, Lorena usłyszała melodię do
" Podemos". Po odsłuchaniu wstępu, zaczęła swój występ. Gdy dochodziła już do refrenu, na sali pojawił się Evan- syn Hermesa. Spostrzegł swoją dziewczynę, która wykonywała jego utwór. Na ten widok, podszedł szybko do sceny, chwycił mikrofon i dołączył do córki Afrodyty. Wspólnie wykonali ostatni fragment piosenki. Po skończeniu utworu, uścisnęli się mocno, a potem ukłoniłi, co publiczność przyjęła ogromnymi oklaskami. Uśmiechnięta para zeszła ze sceny i usiadła obok Sabriny i Cassandry.
- Super było.- pochwaliła ich Cassandra.
Evan i Lorena uśmiechnęli się do córki Temidy, przytulili się i przyglądali dalszym występom.
Wtem na scenie pojawił się Spencer.
- Tę piosenkę dedykuje mojej ukochanej- Lorenie White.- rzekł i kiwnął na konferansjera. Ten zbiżył się do odtwarzacza i włączył " I see fire". Wtedy syn Dionizosa zaczął śpiewać, a szło mu całkiem nieźle. Evan przez cały jego występ wbijał ze złości paznokcie w swoją rękę. Kiedy Spencer zszedł ze sceny, syn Hermesa zerwał się z kanapy i wrzasnął:
- Co to miało być?!!
- Uwierz mi, on to wszystko zmyślił.- Lorena próbowała uspokoić chłopaka.
- I jeszcze kłamiesz?!!- krzyknął syn Hermesa i wybiegł z sali.
- Żałosny dureń.- skwitowała całe zdarzenie Lorena i pociągnęła Evana z sobą do sali, z której właśnie wydobywały się dźwięki " Last Christmas". Zabawa trwała do późnych godzin nocnych.
Następnego dnia odbywało się karaoke. O godzinie 18:00 Lorena przybyła do największej sali w Wielkim Domu, ponieważ tam odbywała się impreza. Byli tam już wszyscy jej przyjaciele.
Usiadła przy stoliku z Sarą, Cassandrą i Sabriną. Wtedy zaczęła się zabawa. Córka Afrodyty niezbyt przysłuchiwała się wykonaniom swoim znajomym. Jednak w pewnym momencie jej uwagę zwrócił głos konferansjera:
- Następna na mojej liście jest... Lorena White! Zapraszamy Lorenę na scenę!!
Córka Afrodyty niezmiernie się zdziwiła, bo nie zgłaszała się do udziału w konkursie.
- Ale ja nie chcę występować.- rzekła
- Mam cię na mojej liście, więc musisz wyjść na scenę.- powiedział konferansjer.
- Lorena, Lorena.- skandowali wszyscy w koło.
W końcu córka Afrodyty przemogła się i wstała z kanapy, co publiczność przyjęła ogromnymi brawami. Kiedy stanęła na scenie, a oklaski wreszcie ucichły, Lorena usłyszała melodię do
" Podemos". Po odsłuchaniu wstępu, zaczęła swój występ. Gdy dochodziła już do refrenu, na sali pojawił się Evan- syn Hermesa. Spostrzegł swoją dziewczynę, która wykonywała jego utwór. Na ten widok, podszedł szybko do sceny, chwycił mikrofon i dołączył do córki Afrodyty. Wspólnie wykonali ostatni fragment piosenki. Po skończeniu utworu, uścisnęli się mocno, a potem ukłoniłi, co publiczność przyjęła ogromnymi oklaskami. Uśmiechnięta para zeszła ze sceny i usiadła obok Sabriny i Cassandry.
- Super było.- pochwaliła ich Cassandra.
Evan i Lorena uśmiechnęli się do córki Temidy, przytulili się i przyglądali dalszym występom.
Wtem na scenie pojawił się Spencer.
- Tę piosenkę dedykuje mojej ukochanej- Lorenie White.- rzekł i kiwnął na konferansjera. Ten zbiżył się do odtwarzacza i włączył " I see fire". Wtedy syn Dionizosa zaczął śpiewać, a szło mu całkiem nieźle. Evan przez cały jego występ wbijał ze złości paznokcie w swoją rękę. Kiedy Spencer zszedł ze sceny, syn Hermesa zerwał się z kanapy i wrzasnął:
- Co to miało być?!!
- Uwierz mi, on to wszystko zmyślił.- Lorena próbowała uspokoić chłopaka.
- I jeszcze kłamiesz?!!- krzyknął syn Hermesa i wybiegł z sali.
środa, 22 października 2014
Rozdział 4
Evan późnym popołudniem przyszedł do domku Afrodyty, by zaprosić swoją dziewczynę na imprezę z okazji końca zimy. Drzwi otworzyła mu Lulu Fisher- najgorsza z córek bogini piękności. Gdy zobaczyła syna Hermesa, natychmiast chciała zatrzasnąć mu je przed nosem, ale Evan był szybszy.
- Jest Lorena?- spytał, nie patrząc Lulu w oczy.
- Tak.- odrzekła córka Afrodyty i spojrzała na chłopaka z dezaprobatą.
Wepchnęła go do domku i ręką wskazała na niewielki pokoik tuż obok wejścia.
- Dzięki.- odburknął w stronę dziewczyny i delikatnie otworzył gabinet.
W środku, przy biurku siedziała dziewiętnostoletnia dziewczyna o długich, blond lokach i szybko notowała coś na zwitku papieru.
- Cześć.- powiedział nieśmiało Evan.
Córka Afrodyty odwróciła się na obrotowym krześle, wstała i uśmiechnęła się do syna Hermesa.
- Cześć kochanie. Co cię sprowadza do jedenastki?- rzekła Lorena i przytuliła Evana.
- Ty. Chciałbym, żebyś poszła ze mną na bal z okazji końca zimy. Zgadzasz się?- spytał chłopak
- Jasne. Kiedy po mnie wpadniesz?- zapytała dziewczyna
- Jutro, około 20:00.- oznajmił Evan i wyszedł z domku Afrodyty.
Nazajutrz syn Hermesa założył garnitur i udał się do jedenastki, by zabrać Lorenę na bal. Zastal ją już przed domkiem, ubraną w długą, białą jak śnieg sukienkę i czarne pantofelki.
- Ślicznie wyglądasz.- skomplementował swoją dziewczynę i wziął pod rękę. Wspólnie poszli do Wielkiego Domu, bo tam odbywał się bal.
Po około godzinie Evan i Lorena postanowili wyjść z sali.
- Duszno się już tam zrobiło.- rzekła dziewczyna
- Masz całkowitą rację.- powiedział chłopak i obiął ramieniem dziewczynę.
Córka Afrodyty spróbowała zbliżyć się do ukochanego, lecz w tym czasie spadł jej jeden z pantofelków. Evan zbiegł po schodach i podniósł go, ale nie on jedyny. Za drugi koniec bucika trzymał chłopiec w wieku syna Hermesa. Miał równo przycięte czarne włosy.
- To pewnie twoje.- powiedział ze sztucznym uśmiechem na ustach i puścił pantofelek.
- Kim ty w ogóle jesteś?- spytała Lorena
- Spencer Mitchels- syn Dionizosa.- przedstawił się chłopak
Evan późnym popołudniem przyszedł do domku Afrodyty, by zaprosić swoją dziewczynę na imprezę z okazji końca zimy. Drzwi otworzyła mu Lulu Fisher- najgorsza z córek bogini piękności. Gdy zobaczyła syna Hermesa, natychmiast chciała zatrzasnąć mu je przed nosem, ale Evan był szybszy.
- Jest Lorena?- spytał, nie patrząc Lulu w oczy.
- Tak.- odrzekła córka Afrodyty i spojrzała na chłopaka z dezaprobatą.
Wepchnęła go do domku i ręką wskazała na niewielki pokoik tuż obok wejścia.
- Dzięki.- odburknął w stronę dziewczyny i delikatnie otworzył gabinet.
W środku, przy biurku siedziała dziewiętnostoletnia dziewczyna o długich, blond lokach i szybko notowała coś na zwitku papieru.
- Cześć.- powiedział nieśmiało Evan.
Córka Afrodyty odwróciła się na obrotowym krześle, wstała i uśmiechnęła się do syna Hermesa.
- Cześć kochanie. Co cię sprowadza do jedenastki?- rzekła Lorena i przytuliła Evana.
- Ty. Chciałbym, żebyś poszła ze mną na bal z okazji końca zimy. Zgadzasz się?- spytał chłopak
- Jasne. Kiedy po mnie wpadniesz?- zapytała dziewczyna
- Jutro, około 20:00.- oznajmił Evan i wyszedł z domku Afrodyty.
Nazajutrz syn Hermesa założył garnitur i udał się do jedenastki, by zabrać Lorenę na bal. Zastal ją już przed domkiem, ubraną w długą, białą jak śnieg sukienkę i czarne pantofelki.
- Ślicznie wyglądasz.- skomplementował swoją dziewczynę i wziął pod rękę. Wspólnie poszli do Wielkiego Domu, bo tam odbywał się bal.
Po około godzinie Evan i Lorena postanowili wyjść z sali.
- Duszno się już tam zrobiło.- rzekła dziewczyna
- Masz całkowitą rację.- powiedział chłopak i obiął ramieniem dziewczynę.
Córka Afrodyty spróbowała zbliżyć się do ukochanego, lecz w tym czasie spadł jej jeden z pantofelków. Evan zbiegł po schodach i podniósł go, ale nie on jedyny. Za drugi koniec bucika trzymał chłopiec w wieku syna Hermesa. Miał równo przycięte czarne włosy.
- To pewnie twoje.- powiedział ze sztucznym uśmiechem na ustach i puścił pantofelek.
- Kim ty w ogóle jesteś?- spytała Lorena
- Spencer Mitchels- syn Dionizosa.- przedstawił się chłopak
Subskrybuj:
Posty (Atom)