środa, 22 października 2014

                                                      Rozdział 4
Evan późnym popołudniem przyszedł do domku Afrodyty, by zaprosić swoją dziewczynę na imprezę z okazji końca zimy. Drzwi otworzyła mu Lulu Fisher- najgorsza z córek bogini piękności. Gdy zobaczyła syna Hermesa, natychmiast chciała zatrzasnąć mu je przed nosem, ale Evan był szybszy.
- Jest Lorena?- spytał, nie patrząc Lulu w oczy.
- Tak.- odrzekła córka Afrodyty i spojrzała na chłopaka z dezaprobatą.
Wepchnęła go do domku i ręką wskazała na niewielki pokoik tuż obok wejścia.
- Dzięki.- odburknął w stronę dziewczyny i delikatnie otworzył gabinet.
W  środku, przy biurku siedziała dziewiętnostoletnia dziewczyna o długich, blond lokach i szybko notowała coś na zwitku papieru.
- Cześć.- powiedział nieśmiało Evan.
Córka Afrodyty odwróciła się na obrotowym krześle, wstała i uśmiechnęła się do syna Hermesa.
- Cześć kochanie. Co cię sprowadza do jedenastki?- rzekła Lorena i przytuliła Evana.
- Ty. Chciałbym, żebyś poszła ze mną na bal z okazji końca zimy. Zgadzasz się?- spytał chłopak
- Jasne. Kiedy po mnie wpadniesz?- zapytała dziewczyna
- Jutro, około 20:00.- oznajmił Evan i wyszedł z domku Afrodyty.

Nazajutrz syn Hermesa założył garnitur i udał się do jedenastki, by zabrać Lorenę na bal. Zastal ją już przed domkiem, ubraną w długą, białą jak śnieg sukienkę i czarne pantofelki.
- Ślicznie  wyglądasz.- skomplementował swoją dziewczynę i wziął pod rękę. Wspólnie poszli do Wielkiego Domu, bo tam odbywał się bal.

Po około godzinie Evan i Lorena postanowili wyjść z sali.
- Duszno się już tam zrobiło.- rzekła dziewczyna
- Masz całkowitą rację.- powiedział chłopak i obiął ramieniem dziewczynę.
Córka Afrodyty spróbowała zbliżyć się do ukochanego, lecz w tym czasie spadł jej jeden z pantofelków. Evan zbiegł po schodach i podniósł go, ale nie on jedyny. Za drugi koniec bucika trzymał chłopiec w wieku syna Hermesa. Miał równo przycięte czarne włosy.
- To pewnie twoje.- powiedział ze sztucznym uśmiechem na ustach i puścił pantofelek.
- Kim ty w ogóle jesteś?- spytała Lorena
- Spencer Mitchels- syn Dionizosa.- przedstawił się chłopak





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz