Rozdział 5
- Żałosny dureń.- skwitowała całe zdarzenie Lorena i pociągnęła Evana z sobą do sali, z której właśnie wydobywały się dźwięki " Last Christmas". Zabawa trwała do późnych godzin nocnych.
Następnego dnia odbywało się karaoke. O godzinie 18:00 Lorena przybyła do największej sali w Wielkim Domu, ponieważ tam odbywała się impreza. Byli tam już wszyscy jej przyjaciele.
Usiadła przy stoliku z Sarą, Cassandrą i Sabriną. Wtedy zaczęła się zabawa. Córka Afrodyty niezbyt przysłuchiwała się wykonaniom swoim znajomym. Jednak w pewnym momencie jej uwagę zwrócił głos konferansjera:
- Następna na mojej liście jest... Lorena White! Zapraszamy Lorenę na scenę!!
Córka Afrodyty niezmiernie się zdziwiła, bo nie zgłaszała się do udziału w konkursie.
- Ale ja nie chcę występować.- rzekła
- Mam cię na mojej liście, więc musisz wyjść na scenę.- powiedział konferansjer.
- Lorena, Lorena.- skandowali wszyscy w koło.
W końcu córka Afrodyty przemogła się i wstała z kanapy, co publiczność przyjęła ogromnymi brawami. Kiedy stanęła na scenie, a oklaski wreszcie ucichły, Lorena usłyszała melodię do
" Podemos". Po odsłuchaniu wstępu, zaczęła swój występ. Gdy dochodziła już do refrenu, na sali pojawił się Evan- syn Hermesa. Spostrzegł swoją dziewczynę, która wykonywała jego utwór. Na ten widok, podszedł szybko do sceny, chwycił mikrofon i dołączył do córki Afrodyty. Wspólnie wykonali ostatni fragment piosenki. Po skończeniu utworu, uścisnęli się mocno, a potem ukłoniłi, co publiczność przyjęła ogromnymi oklaskami. Uśmiechnięta para zeszła ze sceny i usiadła obok Sabriny i Cassandry.
- Super było.- pochwaliła ich Cassandra.
Evan i Lorena uśmiechnęli się do córki Temidy, przytulili się i przyglądali dalszym występom.
Wtem na scenie pojawił się Spencer.
- Tę piosenkę dedykuje mojej ukochanej- Lorenie White.- rzekł i kiwnął na konferansjera. Ten zbiżył się do odtwarzacza i włączył " I see fire". Wtedy syn Dionizosa zaczął śpiewać, a szło mu całkiem nieźle. Evan przez cały jego występ wbijał ze złości paznokcie w swoją rękę. Kiedy Spencer zszedł ze sceny, syn Hermesa zerwał się z kanapy i wrzasnął:
- Co to miało być?!!
- Uwierz mi, on to wszystko zmyślił.- Lorena próbowała uspokoić chłopaka.
- I jeszcze kłamiesz?!!- krzyknął syn Hermesa i wybiegł z sali.
poniedziałek, 27 października 2014
środa, 22 października 2014
Rozdział 4
Evan późnym popołudniem przyszedł do domku Afrodyty, by zaprosić swoją dziewczynę na imprezę z okazji końca zimy. Drzwi otworzyła mu Lulu Fisher- najgorsza z córek bogini piękności. Gdy zobaczyła syna Hermesa, natychmiast chciała zatrzasnąć mu je przed nosem, ale Evan był szybszy.
- Jest Lorena?- spytał, nie patrząc Lulu w oczy.
- Tak.- odrzekła córka Afrodyty i spojrzała na chłopaka z dezaprobatą.
Wepchnęła go do domku i ręką wskazała na niewielki pokoik tuż obok wejścia.
- Dzięki.- odburknął w stronę dziewczyny i delikatnie otworzył gabinet.
W środku, przy biurku siedziała dziewiętnostoletnia dziewczyna o długich, blond lokach i szybko notowała coś na zwitku papieru.
- Cześć.- powiedział nieśmiało Evan.
Córka Afrodyty odwróciła się na obrotowym krześle, wstała i uśmiechnęła się do syna Hermesa.
- Cześć kochanie. Co cię sprowadza do jedenastki?- rzekła Lorena i przytuliła Evana.
- Ty. Chciałbym, żebyś poszła ze mną na bal z okazji końca zimy. Zgadzasz się?- spytał chłopak
- Jasne. Kiedy po mnie wpadniesz?- zapytała dziewczyna
- Jutro, około 20:00.- oznajmił Evan i wyszedł z domku Afrodyty.
Nazajutrz syn Hermesa założył garnitur i udał się do jedenastki, by zabrać Lorenę na bal. Zastal ją już przed domkiem, ubraną w długą, białą jak śnieg sukienkę i czarne pantofelki.
- Ślicznie wyglądasz.- skomplementował swoją dziewczynę i wziął pod rękę. Wspólnie poszli do Wielkiego Domu, bo tam odbywał się bal.
Po około godzinie Evan i Lorena postanowili wyjść z sali.
- Duszno się już tam zrobiło.- rzekła dziewczyna
- Masz całkowitą rację.- powiedział chłopak i obiął ramieniem dziewczynę.
Córka Afrodyty spróbowała zbliżyć się do ukochanego, lecz w tym czasie spadł jej jeden z pantofelków. Evan zbiegł po schodach i podniósł go, ale nie on jedyny. Za drugi koniec bucika trzymał chłopiec w wieku syna Hermesa. Miał równo przycięte czarne włosy.
- To pewnie twoje.- powiedział ze sztucznym uśmiechem na ustach i puścił pantofelek.
- Kim ty w ogóle jesteś?- spytała Lorena
- Spencer Mitchels- syn Dionizosa.- przedstawił się chłopak
Evan późnym popołudniem przyszedł do domku Afrodyty, by zaprosić swoją dziewczynę na imprezę z okazji końca zimy. Drzwi otworzyła mu Lulu Fisher- najgorsza z córek bogini piękności. Gdy zobaczyła syna Hermesa, natychmiast chciała zatrzasnąć mu je przed nosem, ale Evan był szybszy.
- Jest Lorena?- spytał, nie patrząc Lulu w oczy.
- Tak.- odrzekła córka Afrodyty i spojrzała na chłopaka z dezaprobatą.
Wepchnęła go do domku i ręką wskazała na niewielki pokoik tuż obok wejścia.
- Dzięki.- odburknął w stronę dziewczyny i delikatnie otworzył gabinet.
W środku, przy biurku siedziała dziewiętnostoletnia dziewczyna o długich, blond lokach i szybko notowała coś na zwitku papieru.
- Cześć.- powiedział nieśmiało Evan.
Córka Afrodyty odwróciła się na obrotowym krześle, wstała i uśmiechnęła się do syna Hermesa.
- Cześć kochanie. Co cię sprowadza do jedenastki?- rzekła Lorena i przytuliła Evana.
- Ty. Chciałbym, żebyś poszła ze mną na bal z okazji końca zimy. Zgadzasz się?- spytał chłopak
- Jasne. Kiedy po mnie wpadniesz?- zapytała dziewczyna
- Jutro, około 20:00.- oznajmił Evan i wyszedł z domku Afrodyty.
Nazajutrz syn Hermesa założył garnitur i udał się do jedenastki, by zabrać Lorenę na bal. Zastal ją już przed domkiem, ubraną w długą, białą jak śnieg sukienkę i czarne pantofelki.
- Ślicznie wyglądasz.- skomplementował swoją dziewczynę i wziął pod rękę. Wspólnie poszli do Wielkiego Domu, bo tam odbywał się bal.
Po około godzinie Evan i Lorena postanowili wyjść z sali.
- Duszno się już tam zrobiło.- rzekła dziewczyna
- Masz całkowitą rację.- powiedział chłopak i obiął ramieniem dziewczynę.
Córka Afrodyty spróbowała zbliżyć się do ukochanego, lecz w tym czasie spadł jej jeden z pantofelków. Evan zbiegł po schodach i podniósł go, ale nie on jedyny. Za drugi koniec bucika trzymał chłopiec w wieku syna Hermesa. Miał równo przycięte czarne włosy.
- To pewnie twoje.- powiedział ze sztucznym uśmiechem na ustach i puścił pantofelek.
- Kim ty w ogóle jesteś?- spytała Lorena
- Spencer Mitchels- syn Dionizosa.- przedstawił się chłopak
wtorek, 14 października 2014
Rozdział 3
- Każdy domek ma swój własny stolik. Nie można się przesiadać.- wyjaśnił Evan i zaprowadził Sarę oraz pozostałych półbogów z dwunastki do ostatniego stolika wciśniętego w sam kąt kantyny.
Córka Hadesa zajęła miejsce między dwoma dziewczynami, które przedstawiły się jako Sabrina i Cassandra.
- Kto to jest? Dlaczego siedzi przy stoliku z Chejronem, a nie między półbogami?- spytała Sara, wskazując na bladego blondyna obok centaura.
- To mój chłopak, Luca Ramiréz.- odrzekła Sabrina
- On jest synem naszego największego wroga- bogini Gaji.- dodała przyciszonym głosem Cassandra.-Siedzi z Chejronem przy stoliku, bo mieszka w Wielkim Domu. Centaur przeniósł go tam, ponieważ
ma on zbyt wielką moc i w naszym domku byłby zbyt podatny na wpływy swojej matki- wyjaśniła.
- Słodki jest, prawda?- zapytała Sabrina rozmarzonym wzrokiem, patrząc na swojego ukochanego.
- No.- odrzekła beznamiętnie Sara i odszukała wzrokiem stolik domku Hefajstosa i Alexa Jacksona.
Siedział na miejscu, które przy stoliku Hermesa zajmował Evan.
- Aha, czyli jest grupowym. Dobrze wiedzieć.- pomyślała córka Hadesa.
Z rozmyślań wyrwał Sarę Chejron. Zastukał łyżką w swój złoty kielich, a kiedy wszyscy ucichli centaur zaczął przemowę:
- Witam szanownych półbogów. Mam kilka ogłoszeń związanych z dniem dzisiejszym. Po pierwsze zapraszam na środek Sarę Rodriguez, Miguela Sanchéza i Dantego Caserésa.- rzekł.
Lekko przestraszona Sara podeszła do stolika Chejrona i stanęła obok niego i dwóch starszych od niej
chłopaków.
- Czekaliśmy aż 7 lat, lecz dziś to przynosi zamierzony efekt. Ta dziewczyna jest ostatnią z przepowiedni o trójce dzieci trzech największych bogów: Zeusa, Posejdona i Hadesa.- rzekł centaur, wskazując na córkę Pana Podziemi.
- Zapraszam was do mnie po kolacji.- powiedział Chejron i ręką pokazał półbogom, żeby usiedli.
Po kolacji Sara, Miguel i Dante zjawili się punktualnie w gabinecie centaura.
- Jak już wspominałem przy kolacji, jesteście półbogami z przepowiedni. Waszym celem będzie pokonanie Gaji w pojedynku na śmierć i życie. Żeby tego dokonać, musicie połączyć swoje moce.
Z tego powodu zapraszam was w sobotę o godzinie 12:00 na arenę. Nauczę was, jak perfekcyjnie panować nad zdolnościami. A teraz rozejdźcie się, późno już.- rzekł Chejron i gestem wyprosił półbogów na zewnątrz.
- Każdy domek ma swój własny stolik. Nie można się przesiadać.- wyjaśnił Evan i zaprowadził Sarę oraz pozostałych półbogów z dwunastki do ostatniego stolika wciśniętego w sam kąt kantyny.
Córka Hadesa zajęła miejsce między dwoma dziewczynami, które przedstawiły się jako Sabrina i Cassandra.
- Kto to jest? Dlaczego siedzi przy stoliku z Chejronem, a nie między półbogami?- spytała Sara, wskazując na bladego blondyna obok centaura.
- To mój chłopak, Luca Ramiréz.- odrzekła Sabrina
- On jest synem naszego największego wroga- bogini Gaji.- dodała przyciszonym głosem Cassandra.-Siedzi z Chejronem przy stoliku, bo mieszka w Wielkim Domu. Centaur przeniósł go tam, ponieważ
ma on zbyt wielką moc i w naszym domku byłby zbyt podatny na wpływy swojej matki- wyjaśniła.
- Słodki jest, prawda?- zapytała Sabrina rozmarzonym wzrokiem, patrząc na swojego ukochanego.
- No.- odrzekła beznamiętnie Sara i odszukała wzrokiem stolik domku Hefajstosa i Alexa Jacksona.
Siedział na miejscu, które przy stoliku Hermesa zajmował Evan.
- Aha, czyli jest grupowym. Dobrze wiedzieć.- pomyślała córka Hadesa.
Z rozmyślań wyrwał Sarę Chejron. Zastukał łyżką w swój złoty kielich, a kiedy wszyscy ucichli centaur zaczął przemowę:
- Witam szanownych półbogów. Mam kilka ogłoszeń związanych z dniem dzisiejszym. Po pierwsze zapraszam na środek Sarę Rodriguez, Miguela Sanchéza i Dantego Caserésa.- rzekł.
Lekko przestraszona Sara podeszła do stolika Chejrona i stanęła obok niego i dwóch starszych od niej
chłopaków.
- Czekaliśmy aż 7 lat, lecz dziś to przynosi zamierzony efekt. Ta dziewczyna jest ostatnią z przepowiedni o trójce dzieci trzech największych bogów: Zeusa, Posejdona i Hadesa.- rzekł centaur, wskazując na córkę Pana Podziemi.
- Zapraszam was do mnie po kolacji.- powiedział Chejron i ręką pokazał półbogom, żeby usiedli.
Po kolacji Sara, Miguel i Dante zjawili się punktualnie w gabinecie centaura.
- Jak już wspominałem przy kolacji, jesteście półbogami z przepowiedni. Waszym celem będzie pokonanie Gaji w pojedynku na śmierć i życie. Żeby tego dokonać, musicie połączyć swoje moce.
Z tego powodu zapraszam was w sobotę o godzinie 12:00 na arenę. Nauczę was, jak perfekcyjnie panować nad zdolnościami. A teraz rozejdźcie się, późno już.- rzekł Chejron i gestem wyprosił półbogów na zewnątrz.
niedziela, 12 października 2014
Rozdział 2
- Co ci powiedział Chejron? Kto jest twoim boskim rodzicem?- spytał Richard, gdy spotkali się przy Wielkim Domu.
- Powiedział, że jestem córką Hadesa. Nie widziałam nigdzie takiego domku.- odrzekła Sara
- Bo go nie ma. Półbogowie, których rodzice nie mają w obozie swoich domków, mieszkają tam- to mówiąc chłopak wskazał na stary, zaniedbany domek w oddali- To domek Hermesa-wyjaśnił- Zaprowadzę cię tam później, a teraz obejrzymy obóz- powiedział Richard i pociągnął Sarę za sobą.
w kierunku domków.
Chłopak prowadził przyjaciółkę przez Obóz Herosów i pokazywał jej różne miejsca. Przy ważniejszych z nich zatrzymywał się i robił krótki wykład. W pewnym momencie dotarli do domku
zbudowanego z czerwonej cegły. Richard zatrzymał się, by powiedzieć kilka słów o tym miejscu i wtedy Sara zobaczyła pięknego chłopaka. Był wysoki, dobrze zbudowany i miał czarne, nieco potargane krótkie włosy. Zatrzymał się. Spojrzenia jego i dziewczyny spotkały się.
- Czeeść- rzekł nieznajomy
- Witaaj- odpowiedziała Sara
- Jak się nazywasz?- spytał chłopak- Ja jestem Alex, syn Hefajstosa.
- Sara, córka Hadesa.- przedstawiła się dziewczyna.
- Alex, Lizzy i Morgana prosiły, żebyś wpadł po zajęciach.- wyrwał chłopaka z otępienia Richard.
Na te słowa syn Hefajstosa zbiegł po schodach obok wejścia do domku. Potem przyjaciel Sary
spojrzał na zegarek i rzekł:
- Późno już, a muszę cię jeszcze odprowadzić do domku. Choć szybko.- pobiegł do domku Hermesa, a dziewczyna za nim.
Szybko tam dotarli. Richard zapukał, a drzwi otworzył mu wysoki chłopak o czarnych włosach.
- Cześć Evan. Przyprowadziłem ci nową.- lekko wepchnął Sarę do środka i odbiegł w kierunku lasu.
- Witam w dwunastce. Jestem Evan McMilan, syn Hermesa i grupowy tego domku- przywitał dziewczynę chłopak.- A ty kim jesteś?- spytał.
- Sara Rodriguez, córka Hadesa.- przedstawiła się półbogini.
- Nigdy nie poznałem dziecka Hadesa, ale teraz nie pora na pogaduszki. Zaraz kolacja.-rzekł.- Hermes, zbiórka!!!- krzyknął i razem z Sarą wyszedł przed domek.
sobota, 11 października 2014
Rozdział 1
- Sara, gotowa już jesteś?!- krzyknął Richard
- Idę, idę. Nie wrzeszcz tak, bo sąsiadka z dołu znów się będzie denerwować.- spokojnie rzekła dziewczyna, zbiegając po schodach.- To co, jedziemy?- spytała
- Jasne, wsiadaj.- powiedział chłopak i pokazał dziewczynie miejsce w samochodzie.
Richard wsiadł do auta, a Sara obok niego. I wtedy chłopak ruszył z kopyta ( Richard ma 17 lat, więc może już prowadzić).
Na półwysep Long Island dojechali około godziny 15:00. Sara bywała tutaj wiele razy, lecz nigdy
nie zauważyła tajemniczego obozu, o którym opowiadał jej starszy przyjaciel.
- No i gdzie on jest? Nic nie widzę.- rzekła dziewczyna z lekką pretensją w głosie.
- Stąd go nie zobaczysz. Musimy podejść bliżej.- wyjaśnił Richard i pociągnął dziewczynę za sobą. Razem zbiegli ze zbocza i dotarli pod bramę.
- Kiedy przekroczysz ją, już zawsze będziesz bezpieczna. Chcesz tego?- powiedział chłopak i odwrócił się w kierunku dziewczyny, ale jej przy nim nie było. Sara wbiegła do Obozu Herosów z uśmiechem na ustach.
- Poczekaj!!!- krzyknął chłopak i ruszył pędem za przyjaciółką.
Złapał ją w połowie drogi do kantyny.
- Nie rób tak więcej. Musimy cię najpierw zameldować.- rzekł Richard i wspólnie z Sarą spokojnie poszedł do Wielkiego Domu.
Kiedy doszli, Sarze rzucili się w oczy dwaj mężczyźni, którzy siedzieli na werandzie i grali w karty.
- Chejronie, już ją znalazłem.- oznajmił chłopak mężczyźnie, który siedział na wózku inwalidzkim.
Imię, którego użył jej przyjaciel, wydało się dziewczynie dziwnie znajome. No przecież!! Chejron to był centaur- nauczyciel wielu herosów takich, jak Herakles czy Achilles. Ale wróćmy do opowieści.
- Wspaniała robota. Richardzie. Musisz już iść poprowadzić lekcję. Półbogowie czekają na ciebie. Ja chcę z nią porozmawiać- rzekł centaur. Wstał z wózka, posadził Sarę na swoim grzbiecie i pogalopował przed siebie.
Po kilku minutach znaleźli się przy trzech budynkach. Jeden z nich był cały czarny. To właśnie do tego Chejron rozkazał wejść Sarze.
- To jest świątynia twojego ojca. Zgadniesz, jaki to bóg?- rzekł centaur
Dziewczyna rozejrzała się wokoło. Wszędzie widać było rysunki poodcinanych głów i strasznych potworów. Nagle Sara zobaczyła replikę Hełmu Mroku- broni Hadesa.
- Mój ojciec to Hades, prawda?- spytała
- Tak. - odrzekł centaur.
- Sara, gotowa już jesteś?!- krzyknął Richard
- Idę, idę. Nie wrzeszcz tak, bo sąsiadka z dołu znów się będzie denerwować.- spokojnie rzekła dziewczyna, zbiegając po schodach.- To co, jedziemy?- spytała
- Jasne, wsiadaj.- powiedział chłopak i pokazał dziewczynie miejsce w samochodzie.
Richard wsiadł do auta, a Sara obok niego. I wtedy chłopak ruszył z kopyta ( Richard ma 17 lat, więc może już prowadzić).
Na półwysep Long Island dojechali około godziny 15:00. Sara bywała tutaj wiele razy, lecz nigdy
nie zauważyła tajemniczego obozu, o którym opowiadał jej starszy przyjaciel.
- No i gdzie on jest? Nic nie widzę.- rzekła dziewczyna z lekką pretensją w głosie.
- Stąd go nie zobaczysz. Musimy podejść bliżej.- wyjaśnił Richard i pociągnął dziewczynę za sobą. Razem zbiegli ze zbocza i dotarli pod bramę.
- Kiedy przekroczysz ją, już zawsze będziesz bezpieczna. Chcesz tego?- powiedział chłopak i odwrócił się w kierunku dziewczyny, ale jej przy nim nie było. Sara wbiegła do Obozu Herosów z uśmiechem na ustach.
- Poczekaj!!!- krzyknął chłopak i ruszył pędem za przyjaciółką.
Złapał ją w połowie drogi do kantyny.
- Nie rób tak więcej. Musimy cię najpierw zameldować.- rzekł Richard i wspólnie z Sarą spokojnie poszedł do Wielkiego Domu.
Kiedy doszli, Sarze rzucili się w oczy dwaj mężczyźni, którzy siedzieli na werandzie i grali w karty.
- Chejronie, już ją znalazłem.- oznajmił chłopak mężczyźnie, który siedział na wózku inwalidzkim.
Imię, którego użył jej przyjaciel, wydało się dziewczynie dziwnie znajome. No przecież!! Chejron to był centaur- nauczyciel wielu herosów takich, jak Herakles czy Achilles. Ale wróćmy do opowieści.
- Wspaniała robota. Richardzie. Musisz już iść poprowadzić lekcję. Półbogowie czekają na ciebie. Ja chcę z nią porozmawiać- rzekł centaur. Wstał z wózka, posadził Sarę na swoim grzbiecie i pogalopował przed siebie.
Po kilku minutach znaleźli się przy trzech budynkach. Jeden z nich był cały czarny. To właśnie do tego Chejron rozkazał wejść Sarze.
- To jest świątynia twojego ojca. Zgadniesz, jaki to bóg?- rzekł centaur
Dziewczyna rozejrzała się wokoło. Wszędzie widać było rysunki poodcinanych głów i strasznych potworów. Nagle Sara zobaczyła replikę Hełmu Mroku- broni Hadesa.
- Mój ojciec to Hades, prawda?- spytała
- Tak. - odrzekł centaur.
Subskrybuj:
Posty (Atom)