poniedziałek, 3 listopada 2014

                                                                Rozdział 7
Gdy Evan i Lorena dojechali na miejsce, dziewczynę zachwyciła sceneria: błękitne jezioro, bardzo wysoka wierzba płacząca, a pod nią drewniana ławka.
- Tu jest wspaniale! Jak znalazłeś to miejsce?- spytała zachwycona Lorena.
- Pamiętasz mój pierwszy dzień w obozie, jak się zgubiłem podczas bitwy o sztandar i wszyscy mnie szukali?- zapytał Evan.
- Jasne, tego nie da się zapomnieć.- córka Afrodyty uśmiechnęła się na wspomnienie wydarzenia sprzed prawie 5 lat.
- Wtedy trafiłem właśnie tutaj. Tak mi się tu spodobało, że od tamtej pory chodzę tu zawsze, kiedy  mam problem, jest mi źle lub, kiedy muszę odbyć poważną rozmowę, tak jak teraz.- powiedział Evan.
- Więc masz do mnie jakąś sprawę.- domyśliła się Lorena.
- Tak, ale nie będę z tobą rozmawiał na stojąco.- rzekł syn Hermesa i pociągnął dziewczynę w kierunku ławki.
Kiedy usiedli, chłopak zaczął mówić:
- Nie rozumiem, co się z nami dzieje. Od początku tego roku cały czas się kłóćmy.
- Wszystko przez tego głupiego Spencera.- rzekła Lorena.
- Nie powinniśmy mu na tyle pozwalać.- powiedział Evan.
- No.- przytaknęła córka Afrodyty.
- Już dawno nie robiliśmy tego.- rzekł syn Hermesa i namiętnie pocałował Lorenę.- Tak mi tego brakowało.- powiedział i przytulił córkę Afrodyty.
- Mi też.- odparła Lorena i odwzajemniła uścisk.
Wtedy w powietrzu pojawiły się dwa listy. Evan wraz ze swoją dziewczyną zwinnie złapali listy przyniesione powietrzem przez syna Zeusa i przerwali koperty. Jednocześnie przeczytali listy, a Lorena zrobiła to na głos:
Ja, Chejron Kentauros zwołuję nadzwyczajne zebranie w sali kominowej Wielkiego Domu. Proszę o jak najszybsze przybycie.
- Chodź, musimy się już zbierać.- Evan wstał z ławki i podszedł do motoru. Pokazał Lorenie miejsce za sobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz