Rozdział 9
Nazajutrz utalentowana muzycznie grupa herosów zebrała się w starej chacie na wschodnim krańcu Lasu Olimpijskiego, by przećwiczyć piosenki i układy taneczne, które szykowali na koncert.
- Słuchajcie, mamy dziś na próbie gościa.- to mówiąc Evan wskazał na Sarę- trzynastoletnią córkę Hadesa.
- Przyszłaś nas pooglądać?- spytała Megan- córka Ateny.
- Nie tylko. Mam do was pewną próśbę: ja wykonam pewien utwór i chcę prosić, by jej autor do mnie dołączył.- rzekła Sara i zaczęła śpiewać " Voy por ti" . Po chwili usłyszała z oddali piękny, melodyjny głos. Pozostali herosi rozstąpili się i córka Hadesa ujrzała Alexa- chłopaka, który już pierwszego dnia w obozie zajął ważne miejsce w jej sercu. Gdy ujrzała syna Hefajstosa, przez resztę utworu była w niego zaopatrzona i szczerze się uśmiechała, co wywołało wiele szeptów( także komplementujących ich występ):
- Patrz na nich. Widać, że są w sobie zakochani.- rzekła Lorena.
- Nie powiem, że się nie zgadzam, bo będę miał na głowię twoją mamuśkę.- Evan uśmiechnął się zaczepnie do swojej dziewczyny.
- Zawsze musisz się przyczepić do Afrodyty?- spytała dziewiętnastolatka i odwróciła się obrażona.
- Kochanie, przecież wiesz, że nie mam nic przeciwko bogini miłości. W końcu ma taką wspaniałą i przepiękną córkę.- powiedział syn Hermesa i namiętnie pocałował Lorenę. Przyjaciele, którzy przysłuchiwali się i przyglądali parze, zareagowali gromkimi brawami na ich całus, ale zaraz przypomnieli sobie, że Alex i Sara wciąż śpiewali. Dlatego też odwrócili się w kierunku sceny. Jednak półbogowie już skończyli swój występ i stali na podwyższeniu i patrzyli na siebie rozmarzonym wzrokiem. Dopiero po chwili przypomnieli sobie o obecności przyjaciół i odwrócili wzrok za siebie, co publiczność przyjęła delikatnym chichotem.
niedziela, 30 listopada 2014
czwartek, 20 listopada 2014
Rozdział 8
- Drodzy herosi, dziś spotykamy się w nieco powiększonym składzie, gdyż to właśnie was wszystkich dotyczy przepowiednia wypowiedziana przez obozową wyrocznię- to mówiąc, Chejron wskazał na Marcusa- szesnastoletniego syna Apollina o jasnych, wypłowiałych od słońca włosach i ziemistych, wpatrzonych nieustannie w jeden punkt oczach.
- Super.- pomyślał Evan.- Kolejna pozytywna wiadomość od naszych pożałowania godnych rodziców.
- Jak brzmi ta przepowiednia?- spytała rzeczowo Holly- grupowa domku Demeter.
- Troje półbogów rodu najwyższego wraz z przyjaciółmi z obozu greckiego sporządzi eliksir uroku wiecznego i przełamie stereotyp Rzymianina złego.- wyrecytował Marcus.
- What?- rzekł jak zwykle niepojęty Dante- syn Zeusa.
- Ja się domyślam o co chodzi w pierwszym wersie.- powiedziała Sara.- " Troje półbogów rodu najwyższego" to ja, Dante i Miguel.
- Masz rację.- stwierdziła Lorena.- Co zatem z dalszą częścią?
- To przecież oczywiste.- rzekła Holly- Sara, Miguel i Dante swoją misję muszą wykonać z przyjaciółmi.
- Domyśliłam się.- powiedziała córka Afrodyty.- Chodzi mi bardziej o ostatnie wersy przepowiedni.
- Matka żalili mi się ostatnio, że nie jest tak samo piękna jak bogowie. Może to dla niej mamy sporządzić ten eliksir.- niespodziewanie odezwał się Luca.
- Robi się coraz ciekawiej.- pomyślał Evan i z ciekawością wsłuchały się w rozmowę pozostałych herosów.
- Drodzy herosi, dziś spotykamy się w nieco powiększonym składzie, gdyż to właśnie was wszystkich dotyczy przepowiednia wypowiedziana przez obozową wyrocznię- to mówiąc, Chejron wskazał na Marcusa- szesnastoletniego syna Apollina o jasnych, wypłowiałych od słońca włosach i ziemistych, wpatrzonych nieustannie w jeden punkt oczach.
- Super.- pomyślał Evan.- Kolejna pozytywna wiadomość od naszych pożałowania godnych rodziców.
- Jak brzmi ta przepowiednia?- spytała rzeczowo Holly- grupowa domku Demeter.
- Troje półbogów rodu najwyższego wraz z przyjaciółmi z obozu greckiego sporządzi eliksir uroku wiecznego i przełamie stereotyp Rzymianina złego.- wyrecytował Marcus.
- What?- rzekł jak zwykle niepojęty Dante- syn Zeusa.
- Ja się domyślam o co chodzi w pierwszym wersie.- powiedziała Sara.- " Troje półbogów rodu najwyższego" to ja, Dante i Miguel.
- Masz rację.- stwierdziła Lorena.- Co zatem z dalszą częścią?
- To przecież oczywiste.- rzekła Holly- Sara, Miguel i Dante swoją misję muszą wykonać z przyjaciółmi.
- Domyśliłam się.- powiedziała córka Afrodyty.- Chodzi mi bardziej o ostatnie wersy przepowiedni.
- Matka żalili mi się ostatnio, że nie jest tak samo piękna jak bogowie. Może to dla niej mamy sporządzić ten eliksir.- niespodziewanie odezwał się Luca.
- Robi się coraz ciekawiej.- pomyślał Evan i z ciekawością wsłuchały się w rozmowę pozostałych herosów.
poniedziałek, 3 listopada 2014
Rozdział 7
Gdy Evan i Lorena dojechali na miejsce, dziewczynę zachwyciła sceneria: błękitne jezioro, bardzo wysoka wierzba płacząca, a pod nią drewniana ławka.
- Tu jest wspaniale! Jak znalazłeś to miejsce?- spytała zachwycona Lorena.
- Pamiętasz mój pierwszy dzień w obozie, jak się zgubiłem podczas bitwy o sztandar i wszyscy mnie szukali?- zapytał Evan.
- Jasne, tego nie da się zapomnieć.- córka Afrodyty uśmiechnęła się na wspomnienie wydarzenia sprzed prawie 5 lat.
- Wtedy trafiłem właśnie tutaj. Tak mi się tu spodobało, że od tamtej pory chodzę tu zawsze, kiedy mam problem, jest mi źle lub, kiedy muszę odbyć poważną rozmowę, tak jak teraz.- powiedział Evan.
- Więc masz do mnie jakąś sprawę.- domyśliła się Lorena.
- Tak, ale nie będę z tobą rozmawiał na stojąco.- rzekł syn Hermesa i pociągnął dziewczynę w kierunku ławki.
Kiedy usiedli, chłopak zaczął mówić:
- Nie rozumiem, co się z nami dzieje. Od początku tego roku cały czas się kłóćmy.
- Wszystko przez tego głupiego Spencera.- rzekła Lorena.
- Nie powinniśmy mu na tyle pozwalać.- powiedział Evan.
- No.- przytaknęła córka Afrodyty.
- Już dawno nie robiliśmy tego.- rzekł syn Hermesa i namiętnie pocałował Lorenę.- Tak mi tego brakowało.- powiedział i przytulił córkę Afrodyty.
- Mi też.- odparła Lorena i odwzajemniła uścisk.
Wtedy w powietrzu pojawiły się dwa listy. Evan wraz ze swoją dziewczyną zwinnie złapali listy przyniesione powietrzem przez syna Zeusa i przerwali koperty. Jednocześnie przeczytali listy, a Lorena zrobiła to na głos:
Ja, Chejron Kentauros zwołuję nadzwyczajne zebranie w sali kominowej Wielkiego Domu. Proszę o jak najszybsze przybycie.
- Chodź, musimy się już zbierać.- Evan wstał z ławki i podszedł do motoru. Pokazał Lorenie miejsce za sobą.
Gdy Evan i Lorena dojechali na miejsce, dziewczynę zachwyciła sceneria: błękitne jezioro, bardzo wysoka wierzba płacząca, a pod nią drewniana ławka.
- Tu jest wspaniale! Jak znalazłeś to miejsce?- spytała zachwycona Lorena.
- Pamiętasz mój pierwszy dzień w obozie, jak się zgubiłem podczas bitwy o sztandar i wszyscy mnie szukali?- zapytał Evan.
- Jasne, tego nie da się zapomnieć.- córka Afrodyty uśmiechnęła się na wspomnienie wydarzenia sprzed prawie 5 lat.
- Wtedy trafiłem właśnie tutaj. Tak mi się tu spodobało, że od tamtej pory chodzę tu zawsze, kiedy mam problem, jest mi źle lub, kiedy muszę odbyć poważną rozmowę, tak jak teraz.- powiedział Evan.
- Więc masz do mnie jakąś sprawę.- domyśliła się Lorena.
- Tak, ale nie będę z tobą rozmawiał na stojąco.- rzekł syn Hermesa i pociągnął dziewczynę w kierunku ławki.
Kiedy usiedli, chłopak zaczął mówić:
- Nie rozumiem, co się z nami dzieje. Od początku tego roku cały czas się kłóćmy.
- Wszystko przez tego głupiego Spencera.- rzekła Lorena.
- Nie powinniśmy mu na tyle pozwalać.- powiedział Evan.
- No.- przytaknęła córka Afrodyty.
- Już dawno nie robiliśmy tego.- rzekł syn Hermesa i namiętnie pocałował Lorenę.- Tak mi tego brakowało.- powiedział i przytulił córkę Afrodyty.
- Mi też.- odparła Lorena i odwzajemniła uścisk.
Wtedy w powietrzu pojawiły się dwa listy. Evan wraz ze swoją dziewczyną zwinnie złapali listy przyniesione powietrzem przez syna Zeusa i przerwali koperty. Jednocześnie przeczytali listy, a Lorena zrobiła to na głos:
Ja, Chejron Kentauros zwołuję nadzwyczajne zebranie w sali kominowej Wielkiego Domu. Proszę o jak najszybsze przybycie.
- Chodź, musimy się już zbierać.- Evan wstał z ławki i podszedł do motoru. Pokazał Lorenie miejsce za sobą.
niedziela, 2 listopada 2014
Rozdział 6
Zaraz za Evanem wybiegł jego dobry przyjaciel- Dave- dziewiętnostoletni syn Afrodyty. Znalazł on przyjaciela dopiero w dwunastym domku. Syn Hermesa leżał na swoim łóżku tuż obok drzwi i beznamiętnym wzrokiem wpatrywał się w sufit. Dave usiadł na sąsiednim łóżku i z lekką pretensją w głosie powiedział:
- Chłopie, co cię napadło?!
- Sam nie wiem. To był taki impuls.- odpowiedział Evan.
- Rozumiem. Ale i tak powinieneś ją jakoś przeprosić.- rzekł rzeczowo Dave.
- Kogo?- zapytał syn Hermesa.
- Lorenę, ty durniu. Kiedy wybiegłeś, ona od razu zaniosła się płaczem.- powiedział syn Afrodyty.
- Masz rację. Ale co ja mogę zrobić?- zapytał Evan.
- Zabierz ją do tego parku za Lasem Olimpijskim.- zaproponował Dave.
- Dzięki. Jesteś genialny.- powiedział syn Hermesa, zerwał się z łóżka i pobiegł do jedenastki.
Drzwi otworzyła mu Lorena. Otarła ostatnie łzy i zapytała:
- Czego ode mnie chcesz?
- Po pierwsze chciałbym cię niezmiernie przeprosić za moje zachowanie na karaoke. Byłem troszeczkę zazdrosny o tego całego Spencera.- rzekł Evan.
Na twarzy Loreny pojawił się cień uśmiechu.
- W gruncie rzeczy to nawet miłe, że tak się o mnie troszczysz.- powiedziała.
- W ramach przeprosin zabiorę cię do parku za Lasem Olimpijskim. Napewno ci się spodoba.- powiedział Evan i pociągnął córkę Afrodyty za sobą w kierunku swojego domku.
- Nie będziemy się jednak wlekli przez cały las. Pojedziemy na motorze.- rzekł syn Hermesa i wręczył Lorenie kask, a drugi sam założył.- Czy moja księżniczka dosiądzie tego rumaka?- powiedział, wsiadł na motor i pokazał córce Afrodyty miejsce za sobą.
Lorena z uśmiechem usiadła za Evanem i przytuliła się do niego.
Zaraz za Evanem wybiegł jego dobry przyjaciel- Dave- dziewiętnostoletni syn Afrodyty. Znalazł on przyjaciela dopiero w dwunastym domku. Syn Hermesa leżał na swoim łóżku tuż obok drzwi i beznamiętnym wzrokiem wpatrywał się w sufit. Dave usiadł na sąsiednim łóżku i z lekką pretensją w głosie powiedział:
- Chłopie, co cię napadło?!
- Sam nie wiem. To był taki impuls.- odpowiedział Evan.
- Rozumiem. Ale i tak powinieneś ją jakoś przeprosić.- rzekł rzeczowo Dave.
- Kogo?- zapytał syn Hermesa.
- Lorenę, ty durniu. Kiedy wybiegłeś, ona od razu zaniosła się płaczem.- powiedział syn Afrodyty.
- Masz rację. Ale co ja mogę zrobić?- zapytał Evan.
- Zabierz ją do tego parku za Lasem Olimpijskim.- zaproponował Dave.
- Dzięki. Jesteś genialny.- powiedział syn Hermesa, zerwał się z łóżka i pobiegł do jedenastki.
Drzwi otworzyła mu Lorena. Otarła ostatnie łzy i zapytała:
- Czego ode mnie chcesz?
- Po pierwsze chciałbym cię niezmiernie przeprosić za moje zachowanie na karaoke. Byłem troszeczkę zazdrosny o tego całego Spencera.- rzekł Evan.
Na twarzy Loreny pojawił się cień uśmiechu.
- W gruncie rzeczy to nawet miłe, że tak się o mnie troszczysz.- powiedziała.
- W ramach przeprosin zabiorę cię do parku za Lasem Olimpijskim. Napewno ci się spodoba.- powiedział Evan i pociągnął córkę Afrodyty za sobą w kierunku swojego domku.
- Nie będziemy się jednak wlekli przez cały las. Pojedziemy na motorze.- rzekł syn Hermesa i wręczył Lorenie kask, a drugi sam założył.- Czy moja księżniczka dosiądzie tego rumaka?- powiedział, wsiadł na motor i pokazał córce Afrodyty miejsce za sobą.
Lorena z uśmiechem usiadła za Evanem i przytuliła się do niego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)